facebook
contact

MEDIA

drukuj
« powrót
2013.12.18

OBSERWATOR MORSKI 67 (Grudzień 2013)

OBSERWATOR MORSKI 67 (Grudzień 2013)

KLIENT JEST DLA NAS NAJWAŻNIEJSZY
Z KRZYSZTOFEM OZYGAŁĄ, WŁAŚCICIELEM FIRMY PARTNER-SHIP, ROZMAWIA WOJCIECH SOBECKI.

Jakie były początki firmy PARTNER-SHIP?

– Firma PARTNER-SHIP powstała w sierpniu 2004 roku. Po ukończeniu studiów w Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie postanowiłem rozpocząć własną działalność gospodarczą, więc naturalną konsekwencją tej decyzji było założenie firmy. Zawsze chciałem pracować na swoim i nie wyobrażałem sobie, że mógłbym funkcjonować w sformalizowanej strukturze przedsiębiorstwa, gdzie musiałbym podporządkowywać się decyzjom podejmowanym przez inne osoby, mając tak naprawdę znikomy wpływ na losy firmy. Taka wizja kariery zawodowej zupełnie mi nie odpowiadała. Wynika to z cech mojego charakteru, jestem osobą, która niechętnie podporządkowuje się narzuconym standardom, zdecydowanie wolę kreować rzeczywistość, tworzyć coś nowego, a to właśnie można robić, będąc przedsiębiorcą.

Początkowo firma PARTNER-SHIP zajmowała się dostarczaniem części na statki...

– Taka sytuacja wynikała z faktu, że mój ojciec prowadził firmę zajmującą się remontami siłowni okrętowych, więc niejako obok działalności ojca rozpocząłem handel częściami i podzespołami potrzebnymi na statkach. Z czasem miałem spore grono klientów, firma się rozwijała, zdobywała zaufanie armatorów, obroty były coraz wyższe, ale ja już wówczas wiedziałem, że chciałbym robić coś więcej. W roku 2010 dowiedziałem się, że Portowe Centralne Warsztaty Mechaniczne (PCWM) mają ogromne kłopoty, a mówiąc wprost - stoją na skraju bankructwa i postanowiłem bliżej przyjrzeć się tej firmie. Okazało się, że PCWM mają potencjał rozwoju, a największym kapitałem tego zakładu są wspaniali fachowcy, którzy potrafią robić naprawdę świetne rzeczy. Postanowiłem zaryzykować, zainwestowałem własne środki, dodatkowo wziąłem kredyt i kupiłem PCWM. Tak zaczął się nowy rozdział w historii PARTNER-SHIP.

Czy dziś z patrząc z perspektywy kilku lat, nie żałuje pan swojej decyzji?

– Absolutnie niczego nie żałuję. Każdego dnia przychodząc do firmy mam poczucie, że podjąłem właściwą decyzję. Szczerze mówiąc handel częściami na statki nie dawał mi już pełnej satysfakcji, wiedziałem, że chcę się rozwijać, chcę tworzyć coś nowego i zakup tego majątku stał się ogromną szansą nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich pracujących w firmie osób. Wspólnie pokazaliśmy, że jest zapotrzebowanie na nasze usługi i możemy stworzyć atrakcyjną ofertę dla rynku.

Czym zajmuje się dzisiaj firma PARTNER-SHIP?

– Najogólniej mówiąc zajmujemy się obróbką metali i budową różnego rodzaju konstrukcji stalowych głównie dla branży okrętowej, ale nie tylko. Wykonujemy prace na tokarkach, frezarkach, szlifierkach, dłutownicach, strugarkach, wytaczarkach, frezarkach obwiedniowych, wiertarkach oraz innych maszynach do obróbki skrawaniem. Obliczamy i nacinamy koła zębate o zębach prostych i skośnych, ślimaki i ślimacznice, wykonujemy i regenerujemy całe przekładnie, windy kotwiczno-cumownicze, elementy wyposażenia okrętowego, części maszyn i urządzeń przemysłowych, narzędzia, oprzyrządowanie oraz wiele innych elementów, o których nie sposób opowiedzieć w kilku zdaniach. Ważną częścią naszej działalności jest projektowanie. Wykonujemy zlecenia na podstawie dokumentacji dostarczonej przez klienta, ale także potrafimy sami zaprojektować różnego rodzaju elementy i zaproponować optymalne rozwiązania. Współpracujemy z wieloma dostawcami materiałów, zakładami zajmującymi się ulepszaniem cieplnym i chemicznym materiałów, pokrywaniem stali cynkiem, chromem lub różnego rodzaju powłokami malarskimi. Kooperujemy także z firmami transportowymi, aby wysłany przez nas towar dotarł na miejsce bezpiecznie i na czas. Taka sytuacja sprawia, że oferujemy naszym kontrahentom kompleksową obsługę, oszczędzając ich czas i pieniądze.

Czy pracujecie tylko dla branży okrętowej?

– Większość zamówień realizujemy dla branży okrętowej, ale coraz częściej otrzymujemy zlecenia z innych obszarów, np. od firm pracujących dla budownictwa, wojska, energetyki czy portów. Dla nas każdy klient jest jednakowo ważny i do każdego zlecenia podchodzimy z takim samym zaangażowaniem, bez względu na to, czy jest to wykonanie jednego detalu za kilkadziesiąt złotych czy seria produktów za kilkanaście tysięcy złotych. Mamy świadomość, że to klienci określają naszą pozycję na rynku i to oni tak naprawdę wypłacają nasze wynagrodzenia, dlatego klient jest dla nas najważniejszy.

Bardzo rynkowe podejście do biznesu...

– Zawsze wiedziałem, że istotą funkcjonowania firmy nie jest posiadanie pięknego biurowca czy floty służbowych samochodów. To tylko dodatki, a nie podstawy. Najważniejsze jest zaufanie klientów i dobra praca wszystkich pracowników. To jest fundament, na którym można budować pomyślność każdej organizacji. W naszej firmie obowiązuje nietypowy, jak na polskie warunki, model zarządzania. Jako szef i właściciel ze wszystkimi pracownikami jestem po imieniu. Drzwi mojego gabinetu są dla wszystkich otwarte, każdy pracownik może przyjść i porozmawiać w sprawie zarówno prywatnej jak i służbowej. Mam taki charakter, że staram się raczej likwidować bariery niż je tworzyć. Chciałbym, aby pracownicy czuli się w firmie dobrze, aby mieli świadomość, że razem pracujemy na wspólny sukces i każdy jest jednakowo ważny. Bo firma to przede wszystkim ludzie, ich umiejętności, zdolności, ale także nastawienie do pracy. Maszyny można łatwo zastąpić kupując nowe, dobrych fachowców w naszej branży naprawdę trudno znaleźć, a wyszkolenie nowego pracownika to długotrwały i kosztowny proces. Dlatego staram się dbać o wszystkich, z którymi pracuję.

Czym zajmuje się pan po pracy?

– Niestety, odpowiadając na to pytanie nie będę oryginalny, bo odpowiem tak jak większość przedsiębiorców. Praca zajmuje mi kilkanaście godzin na dobę. Często pracuję także w weekendy. Jeśli już mam wolne chwile, to staram się je spędzić z żoną i dziećmi. Lubię słuchać muzyki, od czasu do czasu pojechać na dobry koncert rockowy. Kiedyś wyczynowo uprawiałem żeglarstwo regatowe, teraz - głównie z powodu braku czasu - nie żegluję nawet turystycznie, ale obiecałem sobie, że już niedługo wrócę do rekreacyjnego żeglowania i zrobię wszystko, żeby moje dzieci również polubiły ten sport. Żeglarstwo doskonale kształtuje charakter i wyrabia cechy, które przydają się nie tylko w biznesie, a w ogóle w życiu.

Czego życzyć panu na koniec naszej rozmowy?

– Zdrowia, wytrwałości w rozwijaniu firmy i szczęścia do ludzi, bo to jest bardzo ważne nie tylko w biznesie. Jeśli ma się wokół siebie mądrych i życzliwych ludzi, wszystko staje się łatwiejsze. Chciałbym także mieć więcej czasu na wyjazdy na koncerty, choć na obecnym etapie działalności najpiękniejszą „muzyką” jest dla mnie odgłos pracujących maszyn, bo wtedy wiem, że firma ma zamówienia i możemy wspólnie z pracownikami w miarę spokojnie myśleć o przyszłości.

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, a także nadchodzącego Nowego Roku,
życzę naszym dotychczasowym jak i przyszłym kontrahentom oraz wszystkim osobom, z którymi pracujemy na wspólny sukces
rodzinnych, ciepłych, zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia
i jeszcze lepszego od wszystkich poprzednich lat, nadchodzącego Roku 2014

Krzysztof Ozygała
prezes firmy PARTNER-SHIP

OBSERWATOR MORSKI 67 (Grudzień 2013)
Strona korzysta z ciasteczek przeglądarki (tzw. cookies) Dowiedź się więcej Zamknij